Forum

Nie masz konta? Dołącz do nas
Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Remake, reboot, prequele, sequele itd.
#1
Sequele są dość pospolite, więc niema co się roztrząsać nad tym. Niemal od początku kina towarzyszyło nam to zjawisko. Bardziej mnie interesuje co wy sądzicie o zjawisku jak remake, reboot itd. Szczególnie w ostatnim czasie jest to na "fejmie". Dawniej było to dość rzadko spotykane, ale jak ktoś się za to brał  to robił to konkretnie i np. "The Thing", czy "Cape Fear" są lepsze w wersji remakowej. Ale ostatnio to niestety kpina - nowy "Koszmar z ul.Wiązów", czy "Piątek, trzynastego" to jakaś porażka. Nie wspominają już o niesamowicie nieudanym "RoboCopie", który zaliczył falstart na całej linii. 

Trochę inaczej jest z rebootami, w ostatnim czasie ich dość sporo było i całkiem niezłych np. "Mad Max: Fury Road", "Jurassic World", czy "Terminator: Genisys". Tutaj zależy - raz się to uda, a raz nie. Ale do remake jestem gdzieś negatywnie nastawiony po ostatnich falstartach.

Edit:
Dla wyjaśnienia - remake jest to nowa wersja danego filmu, najczęściej oparta na zbliżonym, albo nawet bliźniaczym scenariuszu. Zwykle zmiany są znikome, ale zdarzają się i takie remake, gdzie zmiany są dość znaczące. W przypadku reboota dany film nawiązuje do jakiejś serii, kontynuuje jej poszczególne wątki/tematykę, ale nie jest to kontynuacja bezpośrednia, niema ciągłości fabularnej i nie jest też nową wersją. Zapomniałem na początku tematu tą kwestię wyjaśnić.
Odpowiedz

#2
Wiesz kwestia remake oraz reboot zahacza w dużym stopniu o sprawy marketingowe. Jeżeli reboot jest historią zgoła od nowa opowiedzianą, to już z tej przyczyny potencjalny widz będzie miał problem by ją porównywać z pierwowzorem, bo tego po prostu nie ma.

Z kolei remake bazuje już na konkretnej produkcji, także trzeba liczyć się z porównaniami. I tu właśnie zaczyna się problem. Nikt raczej nie skusi się na stworzenie nowego/lub od nowa filmu/serii, która była kiepska. W grę wchodzą tylko blockbustery, produkcje co najmniej dobrze oceniane, czy po prostu kultowe dla pewnych sfer. Jeżeli dana produkcja była kultowa, to trudno będzie ją przebić. Remake się nie obroni, ale reboot już tak. Bo to zupełnie inna historia, dla innego pokolenia/widza - często nie mająca nic wspólnego z poprzednią/poprzednimi.

Taki jest przynajmniej mój punkt widzenia. Być może, gdyby ktoś zabierałby się za remake tandetnej, mało znanej produkcji, nasze odczucia byłyby inne. Ale w takich przypadkach, gdy ktoś próbuje wskrzesić mniej znaną produkcję, dysponuje jeszcze bardziej ograniczonym budżetem i w efekcie pomimo chęci, tandeta powiela tandetę.

Swoją drogą te same mam odczucia. Generalnie począwszy od 2000 roku trafiłem może jedynie na kilka remake'ów, które zwróciły moją uwagę w pozytywnym znaczeniu. Co do rebootów, to doceniam nowego Mad Maxa, ale i tak nie przebije w mojej ocenie, starej serii.
Odpowiedz

#3
W przypadku remake'ów dla mnie najfajniej jest gdy film ma chociaż zmodyfikowany tytuł, jak np. "Mroczny Rycerz" w przypadku remake'a "Batmana" Smile a wiadomo te podziały serii trochę się różnią. Jeśli nazwa jest taka sama jak w pierwotnych wersjach zauważyłem że jest to odbierane jako popsucie tytułu, tu np. często kontrowersyjna jest trylogia prequeli "Star Wars". Wink
Odpowiedz

#4
"Mad Max": Fury Road" nie jest rebotem, tylko sequelem. Jeśli o mnie chodzi to zazwyczaj mam już uczulenie na słowo reboot czy remake - kolejne newsy o tym na Filmwebie świadczą tylko o tym, że Hollywood zaczyna cierpieć na brak pomysłów. Po co robić drugi raz to samo skoro zazwyczaj za pierwszym razem i tak wypadło niemalże idealnie? Do wyjątków można zaliczyć m.in. wspomnianego Mad Maxa, Batmany, Planetę małp (ale tylko "Genezę" bo "Ewolucja" była już skopana), ponoć nowe Star Treki też trzymają poziom.
Odpowiedz

#5
"Fury Road" pod tym względem jest dość problematyczne - ciężko go nazwać sequelem, bo właściwie nic nie łączy go z poprzednimi częściami, żadnych motywów nie kontynuuje. Na początku Max się przedstawia, co można uznać za zupełnie nowy początek. I zdaje się tutaj jest coś o córce, której nie uratował. A w części pierwszej śmierć poniósł syn Maxa. Może reboot typowy to nie jest, ale jako sequel też ciężko zaliczyć go.
Odpowiedz

#6
Cytat:Fury Road" pod tym względem jest dość problematyczne - ciężko go nazwać sequelem, bo właściwie nic nie łączy go z poprzednimi częściami, żadnych motywów nie kontynuuje.
Ogólnie wszystkie Mad Maxy powinny być raczej rozpatrywane jako zupełnie oddzielne filmy. 
Jedynka to jeszcze w miarę normalny świat, dwójka dzieje się wiele lat po wyniszczającej wojnie, ale Max jakoś specjalnie się nie postarzał. Poza tym kapitan Gyro pojawia się w MM2, jednak w trójce wydaje się że się nigdy wcześniej nie poznali. 


ps. Clark twierdził że poszczególne Odyseje Kosmiczne dzieją się w innych uniwersach, po prostu pisał je przez wiele lat i w międzyczasie strasznie pozmieniało się na świecie.
Chcę aby kraj kochał nas tak jak my go kochamy!
Odpowiedz

#7
Coś w tym jest. Żaden film z serii MM nie jest bezpośrednio powiązany. Chociaż najbardziej spójna jest część pierwsza i druga - w prologu dwójki są sceny z jedynki i narrator opowiada, że Max'owi zabito rodzinę i ten wykończył ich (zabójców), ale stał się się wypaloną skorupą. No i Ok, a w części trzeciej mamy wesołego Maxa, jakby zupełnie inna osoba, w "Fury Road" także zupełnie inne zaprezentowanie postaci jest chociaż najbliżej jej do Maxa z części drugiej. Ale właśnie w "Fury Road" - jak dobrze pamiętam było coś o córce Max'a, co męczyło go w koszmarach. A w jedynce był to syn.

Mam pytanie do was - Czym jest "Desperado" dla "El Mariachi"? Bo wychodzi częściowo na kontynuację, a częściowo na autoremake. Końcówka jedynki, jest "powtórzona" w dwójce, ale ogólnie jakoś nie widzę powiązania. I jeszcze scena koncertu - kim był ten bandzior, którego ogłuszył Banderas gitarą?
Odpowiedz

#8
Jak dla mnie to sequel. Też mam z tym problem. Generalnie w Desperado El Mariachi to zawodowy zabójca, czy może człowiek wprawiony w ten fach. W El Mariachi wygląda na to, że przypadkowo zostaje uwikłany w porachunki mafijne i ma więcej szczęścia niż umiejętności. Na moje wygląda to tak

El Mariachi ->długo nic->Desperado->Desperado 2

Z tego co pamiętam El Mariachi miał w "El Mariachi" jakiś romans z kobietą. W "Desperado" poszukuje zabójcy swojej ukochanej (byłej).

El Mariachi bardzo dawno oglądałem, także wybaczcie jeśli coś poplątałem.
Odpowiedz

#9
El Mariachi w "Desperado" zabójcą nie jest, mścicielem - ściga ludzi Butcho, którzy zabili jego kobietę. Możliwe, że "Desperado" całkowicie ignoruje istnienie filmu "El Mariachi".
Spoiler
- w pierwszym filmie nawiązuje on romans z Domino, którą na końcu zabija Moco i przestrzela dłoń muzykowi. No i ten w ostatniej chwili podnosi broń i likwiduje Moco. W "Desperado" jest koncert i gitarzyści rozbrajają napastników i chwilę potem odegrana jest scena z "El Mariachi" - ginie jakaś kobieta, Banderas obrywa w dłoń. Ale nie zabija nikogo i w dalszej części filmu ściga Butcho. Więc kim byli faceci strzelający mu w dłoń i ci na koncercie?
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości