Forum

Nie masz konta? Dołącz do nas
Ocena wątku:
  • 0 głosów - średnia: 0
  • 1
  • 2
  • 3
  • 4
  • 5
Somewhere In Time
#1
Music 
[Obrazek: Iron-Maiden-Somewhere-In-Time-478382.jpg]
Moją kolejną recenzją będzie płyta znanej brytyjskiej grupy Heavy Metalowej. Wybrałem właśnie ten kontrowersyjny album, gdyż nagrywając go pokazali innym swoją klasę, jednocześnie odcinając się od oskarżeń o autoplagiaty. Przed wami album "Somewhere In Time".

"Somewhere In Time" to szósty album brytyjskiej grupy Iron Maiden, wydany Wrześniem 1986 roku. Od premiery wzbudził liczne kontrowersje, głównie za sprawą zastosowania syntezatorów gitarowych oraz nowych metod produkcji albumu. Pod względem muzycznym jest to płyta melodyjna, dzięki zastosowania syntezatorów, które nie miały żadnego wpływu na złagodzenie brzmienia, a jedynie spowodowały,że stał się on bardziej przestrzenny. Nagrano go w kilku studiach między innymi w Compass Studios oraz Wisseloord Studios. 

Album rozpoczyna "Caught Somewhere In Time" z magicznym intrem, które mnie zawsze wprowadza w trans i czuję jakbym (dosłownie) odpłynął, potem wchodzi perkusja z charakterystyczną zagrywką Nicko McBraina a następnie mamy szybki maidenowy szał. Wysoki śpiew Dickinsona powoduje, że dla mnie to najlepszy otwieracz dla tego albumu, śmiem nawet twierdzić, że mógłby rywalizować z moim ulubionym kawałkiem "Aces High". Po takiej dawce czadu dostajemy "Wasted Years", niezwykle chwytliwy, idealny na złe chwile, wolniejszy od poprzednika, ale dalej utrzymujący klasę. Po nim następuje "Sea Of Madness" z pokomplikowanym rytmem i idealnie wpasowanymi chórkami. Następny w kolejce jest "Heaven Can Wait", który wydaje się stworzony jakby idealnie pod kątem koncertów. Niezwykły refren, tempo żywiołowe oraz rycerskie śpiewy tworzą ten genialny utwór. Gdybym miał wpływ na wydawanie singli to właśnie on zamiast "Wasted.." poszedłby na promocję. Dobrą passę niestety przerywa "The Loneliness of the Long Distance Runner". Zaczyna się od pięknego wstępu na gitarze i umiarkowanej grze perkusji, później się rozpędza, Wydaję mi się, że gdyby trochę dłużej popracowali nad tym utworem to brzmiałby znacznie lepiej. Sytuację przywraca "Stranger In A Stranger Land" z wyraźnym brzmieniem syntezatorów, oraz ciekawym sposobem śpiewu Dickinsona. Po takiej poprawie sytuacji następuje "Deja Vu" ze spokojnym wstępem gitar,które wskazują ciszę przed burzą. Później rozpoczyna się nawałnica euforycznej gry gitar i perkusji, w tym utworze wszystko do siebie pasuje. W tym jaki i w początkowym utworze Nicko pokazuje swą klasę perkusisty metalowego, udowadniając przy tym że nie potrzeba podwójnej stopy, ani blast beatsów aby grać szybko. Ostatni na płycie jest "Alexander The Great". epicka kompozycja z nastrojowym wstępem, a późniejszym wybuchem euforii, znów dać o swojej obecności daje Bruce, skutecznie wspinając się na górki swego głosu. Utwór z licznymi zmianami tempa, oraz nieco orientalnym brzmieniem w środku, kończą ten kolejnym już genialnym album Żelaznej Dziewicy.


Trooper_10
On and on, South of Heaven \m/\m/\m/\m/
Odpowiedz



Skocz do:


Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości